Pobudzają zmysły i kuszą – takie są zioła z Egiptu. Zobacz, co warto przywieźć z wojaży po Oriencie, aby zachować w kuchni cząstkę Afryki przez cały rok.

Zapach Egiptu, czyli przyprawy z Orientu

Kurkuma. U nas nie jest doceniana, a szkoda – ma silny zapach i korzenny smak. Świetnie nadaje się do przeróżnych dań – jest jednym z głównych składników curry, ale często także dodaje się ją do ryżu. U nas do barwienia ciast drożdżowych, jeśli brakowało jajek (np. w zimie). Sprawdzi się też do potraw z drobiu, zup kremowych czy omletów. Jest wyjątkowo aromatyczna, ale nie można dać jej za wiele, bo ma lekko gorzki posmak.

Szafran. Słynie przede wszystkim jako… afrodyzjak, a także najdroższa przyprawa na świecie. Jeśli zależy nam na niepowtarzalnym aromacie, warto go wykorzystać – np. do ryżu, ale także sosów czy zup. Szafranu także używa się zaledwie szczyptę, inaczej nie poczujemy jego smaku.

Kmin rzymski/kumin. Pochodzący ze wschodniej części Morza Śródziemnego kumin robi w kuchni furorę! Jego owoce można uprażyć, aby uwydatniać aromat. Kmin wchodzi w skład licznych orientalnych mieszanek, które można przywieźć z Afryki dla bliskich. Wybornie pasuje do kuskusu, gulaszu – potraw z mięsa i warzyw.

Habak. Obok mięty to najsłynniejsze w Afryce zioło. Zresztą smakiem i aromatem przypomina połączenie mięty z szałwią. Beduińska herbata serwowana jest w wielu oazach Synaju, zwykle z cukrem. Według Beduinów poprawia trawienie i reguluje pracę układu pokarmowego.